Dlaczego swobodna zabawa jest ważniejsza niż zajęcia, za które płacisz

Przerywam im. Wiem, że nie powinnam, a jednak przerywam.

Dzieci wciągnęły się w budowanie fortu z gałęzi. Same wpadły na ten pomysł, same podzieliły się robotą, same negocjują, kto co przynosi i które gałęzie są za cienkie. Nikt z nas im tego nie zaproponował. Nie ma instrukcji ani punktów do odhaczenia.

Jest tylko ta zabawa, która właśnie nabrała tempa.

I wtedy patrzę na zegarek. Program czeka. Więc przerywam.

Czy ty też tak robisz? Przerywasz, bo „trzeba wracać”. Skracasz, bo „jeszcze tyle zostało do zrobienia”. Wypełniasz każdą wolną chwilę czymś zaplanowanym – bo przecież siedzenie i patrzenie, jak dzieci się bawią, to chyba nie jest to, za co ktoś by zapłacił?

Swobodna zabawa to nie jest nicnierobienie.

Zanim pójdziemy dalej: swobodna zabawa (ang. free play, unstructured play) to coś konkretnego. To aktywność inicjowana przez dziecko, bez narzuconych z góry reguł i bez dorosłego, który kieruje akcją.

Nie jest to sport z trenerem. Nie są to gry planszowe z zasadami. Nie jest to nawet tzw. guided play – kiedy dorosły wyznacza cel, a dziecko samodzielnie wykonuje zadanie.

Swobodna zabawa to moment, gdy dziecko samo decyduje: co robi, z kim, jak długo i po co.

Marta Król, pedagożka, nauczycielka przedszkola z 20-letnim stażem i edukatorka przyrody prowadząca działalność Lovelasy, ujmuje to tak:

„Musimy zaakceptować błahość zabawy, aby zrozumieć jej głębię.” Kiedy dziecko bawi się spontanicznie i samodzielnie – nie jest animowane przez dorosłego – uruchamiają się w nim niezwykłe potencjały. Nie boi się porażki, nie boi się oceny. Po prostu wchodzi całą sobą w tę zabawę.

(Pełna rozmowa z Martą dostępna jest dla członków społeczności Akademii Zaciekawienia.)

Jest w tej banalności coś, czego dzieci mają dziś coraz mniej – i coś, co nauka traktuje poważnie.

Nauka jest po stronie dziecka budującego fort z gałęzi.

Przez dekady badacze próbowali zmierzyć to, co każdy intuicyjnie czuje: że zabawa jest dziecku do czegoś naprawdę potrzebna. Wyniki są spójne – choć z ważnym zastrzeżeniem, do którego za chwilę wrócimy.

Jedno z nielicznych solidnych metodologicznie badań podłużnych przeprowadziła Colliver z zespołem w 2022 roku na grupie 2213 dzieci w Australii. Im więcej czasu dzieci w wieku 2–5 lat spędzały na swobodnej zabawie, tym lepsza była ich samoregulacja dwa lata później.

Samoregulacja – czyli zdolność do panowania nad własnymi emocjami, impulsami i uwagą – to jedna z tych umiejętności, których nie da się nauczyć z podręcznika. Po prostu trzeba ją ćwiczyć. I najwyraźniej zabawa jest do tego bardzo potrzebna.

Amerykańska Akademia Pediatrii w raporcie z 2018 roku stwierdza wprost: zabawa wzmacnia strukturę mózgu, funkcje wykonawcze, kompetencje społeczno-emocjonalne i językowe. Autorzy posuwają się do rekomendowania pediatrom, żeby wypisywali „recepty na zabawę” podczas wizyt kontrolnych.

Jest też niepokojący wątek. Gray, Lancy i Bjorklund w 2023 roku zestawili dwie równoległe tendencje ostatnich dekad: systematyczny spadek czasu przeznaczonego na samodzielną, nienadzorowaną aktywność dzieci oraz wzrost zaburzeń lękowych i depresji wśród nich. I tu zastrzeżenie, które uważam za ważne: to korelacja, nie związek przyczynowo-skutkowy. Równocześnie zachodziły inne zmiany – cyfryzacja, wzrost presji akademickiej, zmiana stylu życia rodzin. Związek przyczynowy pozostaje hipotezą. Dobrze uzasadnioną, ale hipotezą.

Nauczyciele wiedzą. I mimo to przerywają.

Na moich warsztatach nauczyciele mówią to regularnie: „oni tego potrzebują”. Mówią to, patrząc na dzieci bawiące się w przerwie.

I mają rację.

A jednak – przerywają im. Tak jak ja.

Bo system wymusza realizację programu. Bo czas jest policzony, a lista tematów do omówienia – długa. Bo nie po to się chodzi do szkoły, żeby „latać po podwórku”. Bo rodzice zapisali dziecko na zajęcia, na których mają się nauczyć czegoś konkretnego, życiowego.

Anthony Pellegrini z University of Minnesota od lat dokumentuje ten paradoks: badania mówią jedno, szkoły robią drugie. Przerwy są skracane mimo dowodów na to, że poprawiają uwagę i zachowanie w klasie – szczególnie u młodszych dzieci.

Do tego dochodzi jeszcze jeden problem. Dr Natalia Józefacka z Instytutu Psychologii Uniwersytetu SWPS i dr Beyza Hamamcı z Uniwersytetu Stambulskiego badały 93 polskie dzieci podczas 30-minutowej swobodnej zabawy. Wyniki pokazały, że zabawa potrzebuje czasu, żeby się rozwinąć. Każde przerwanie cofa ten proces do punktu startowego.

Marta Król dodaje do tego coś, czego nie znajdziesz w żadnym badaniu – ważne rozróżnienie: mówimy o zabawie samodzielnej, a nie samotnej. Nie chodzi o to, żeby zostawić dzieci same sobie. Chodzi o to, żeby zapewnić im bezpieczną przestrzeń i czuwać – ale nie wchodzić im w drogę.

„Fajnie jest zrobić krok do tyłu i po prostu nie przeszkadzać” – mówi.

Brzmi prosto. W praktyce wymaga sporego oporu wobec własnego odruchowego chęci „bycia pomocnym”.

Dzieciństwo bez nadzoru – co tracimy?

Bawiłam się na osiedlu domków jednorodzinnych. Bez dorosłych, bez planu, bez telefonu w kieszeni. Zmienialiśmy ulice, wchodziliśmy w każdy zakamarek okolicy. Raz wylądowałam z grupką znajomych w ogrodzie koleżanki, z którą rzadko się bawiłam – zbliżał się wieczór, a mama nie wiedziała, gdzie jestem. Była zdenerwowana.

Tamta zabawa była nieplanowana, chaotyczna i całkowicie pochłaniająca. Straciłam poczucie czasu. Nie było żadnego dorosłego, który by nas obserwował, oceniał ani kierował. Nie było też szybkiego SMS-a, aby powiedzieć, gdzie jestem, gdy mama mnie szukała.

Dziś takie dzieciństwo brzmi niemal jak opis z innej epoki.

Gray i Lancy zwracają uwagę, że hipernadzorowanie dzieci w kulturach zachodnich jest anomalią z perspektywy ewolucyjnej. W kulturach łowiecko-zbierackich dzieci mają znacznie więcej nienadzorowanej zabawy – i jest to norma, nie wyjątek.

Jeśli zastanawiasz się, co dzieje się z dziećmi, którym odbieramy możliwość podejmowania ryzyka podczas zabawy, napisałam o tym osobny artykuł: Ryzykowna zabawa.

Co możesz zrobić już teraz?

Nie przerywaj zabawy, jeśli możesz tego uniknąć. Pierwsze minuty to często tylko rozgrzewka – swobodna zabawa potrzebuje czasu, aby się rozwinąć.

Nie wypełniaj każdej wolnej chwili aktywnością zaplanowaną przez siebie. Nuda jest punktem wyjścia, nie problemem do rozwiązania.

Jeśli jesteś nauczycielem lub edukatorem: broń tych przerw. Nawet kosztem programu. Wiem, że to trudne – sama to czuję za każdym razem, gdy patrzę na zegarek i wiem, że powinnam już zwoływać grupę.

I jeszcze jedna rzecz, podpowiedziana przez Martę Król – konkretna i zaskakująco skuteczna. Jeśli szukasz aktywności, która wciągnie dziecko na długo, da mu poczucie sprawczości i przy okazji spokojnie zrobi swoje – daj mu obieraczkę do warzyw i patyk. „Dzieci z różnymi nadpobudliwościami potrafią siedzieć i przez 40 minut strugać patyki” – mówi Marta. – „To buduje poczucie sprawczości jak żadne inne narzędzie.”

Obieraczka kosztuje 3 złote. Skupienie, które po niej przychodzi – bezcenne.

I jedno, które jest chyba najtrudniejsze: pozwól dziecku decydować, co robi, z kim i jak długo. To nie jest brak zaangażowania z Twojej strony. To jest inwestycja w jego rozwój emocjonalny i poczucie sprawczości.

* * *

Wracam myślami do tamtej przerwy na warsztacie. Dzieci budują fort, negocjują, śmieją się. Jest w tym coś, czego żaden program nie zapewni.

I przerywam im.

Może właśnie dlatego tak trudno nam chronić swobodną zabawę – bo jej wartość nie wygląda jak wartość. Nie ma produktu na koniec. Nie ma oceny. Nie ma niczego, co można by pokazać na świadectwie, a potem w CV.

Jest tylko dziecko, które właśnie uczy się czegoś ważnego.

Bez naszej pomocy.


Zdjecie nagłówkowe: Photo by Aurel Tyson on Unsplash

Źródła

  1. Colliver, Y., Harrison, L. J., Brown, J. E. i in. (2022). Free Play Predicts Self-Regulation Years Later: Longitudinal Evidence from a Large Australian Sample of Toddlers and Preschoolers. Early Childhood Research Quarterly, 59, 148–161. https://doi.org/10.1016/j.ecresq.2021.12.007
  2. Yogman, M., Garner, A., Hutchinson, J., Hirsh-Pasek, K., Golinkoff, R. M. i in. (2018). The Power of Play: A Pediatric Role in Enhancing Development in Young Children. Pediatrics, 142(3), e20182058. https://doi.org/10.1542/peds.2018-2058
  3. Gray, P., Lancy, D. F., Bjorklund, D. F. (2023). Decline in Independent Activity as a Cause of Decline in Children’s Mental Well-being: Summary of the Evidence. The Journal of Pediatrics, 260, 113352. https://doi.org/10.1016/j.jpeds.2023.02.004
  4. Pellegrini, A. D. (2008). The Recess Debate: A Disjuncture between Educational Policy and Scientific Research. American Journal of Play, 1(2), 181–191. https://files.eric.ed.gov/fulltext/EJ1069008.pdf
  5. Józefacka, N., Hamamcı, B. (2025). [artykuł o swobodnej zabawie przedszkolnej]. Early Education and Development. Omówienie: Nauka w Polsce
  6. Król, M. (2025). Swobodna zabawa na powietrzu [wywiad]. Dostępne dla członków społeczności Akademii Zaciekawienia.

 

Kto to napisał?

Julia. Zachwycam dzieci przyrodą (głównie nietoperzami), uczę rodziców i nauczycieli jak prowadzić aktywności terenowe, jestem mamą małego Tadzia (i czekam na narodziny jego siostry), opiekunką psa Newtona i fanatyczką szwendania się po lesie.

Chcesz mi podziękować za ten materiał?

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Chcesz więcej takich ciekawostek?

Dołącz (bezpłatnie) do Klubu Mądrej Edukacji Przyrodniczej!

Co będziesz z tego mieć?

  • ciekawostki przyrodnicze, z którymi możesz zaimponować w towarzystwie,
  • materiały i inspiracje do przyrodniczej zabawy i nauki z dziećmi (idealne dla rodziców, nauczycieli i edukatorów),
  • dawkę edukacyjnego designu, który dobrze robi w mózg i w serduszko,
  • najnowsze artykuły i treści ode mnie oraz polecajki — wybitne treści wyszperane w internecie

Tutaj jest polityka prywatności.