#1 Biofobia: czy robisz to swoim dzieciom?

Od lat obserwujemy niepokojący trend: wzrost dystansu ludzi do przyrody. O tym, co to jest biofobia i czym się objawia posłuchasz w pierwszym odcinku Klubu Mądrej Edukacji Przyrodniczej. Ważny temat do przemyślenia, zwłaszcza jeśli żyjesz w mieście!

Posłuchaj odcinka:

Youtube

Spotify

Apple Podcasts

Polecam lekturę w temacie:

Richard Louv, Ostatnie dziecko lasu

Jacek Baraniak „Skąd lęk przed owadami i pająkami? Problem będzie narastał”

Marek Krajewski „Miejsce drzew jest w lesie. O miejskiej biofobii”

Hanna Mamzer „Przyroda groźna? Biofobia jako usprawiedliwienie konieczności polowań”

Źródła:

The vicious cycle of biophobia, Soga et al.

An Emerging Threat to Conservation: Fear of Nature

Transkrypcja odcinka:

To jest pierwszy odcinek Klubu Mądrej Edukacji Przyrodniczej w wersji audio. Do tej pory klub ukazywał się i wciąż się ukazuje jako cotygodniowy newsletter, ale postanowiłam z Waszą pomocą moi drodzy czytelnicy, aby niektóre z zagadnień rozszerzyć i opublikować właśnie w formie podcastu Długo zastanawiałam się, który z moich pomysłów wziąć na warsztat jako pierwszy.

Wydaje mi się, że biofobia, a właściwie jej zapobieganie to jest fundament mojej pracy, ale nie tylko mojej jako edukatorki przyrody, dlatego ten temat wydał mi się odpowiedni na początek. Biofobia to jest awersyjna postawa wobec przyrody jako całości, ale również wobec pojedynczych gatunków. Najczęściej przyjmuje formę strachu albo obrzydzenia.

Jest to częściowo uzasadnione ewolucyjnie, w końcu opłaca się nie zbliżać do jadowitych węży i nie drażnić kroczących przez las niedźwiedzi, jednak gdy reakcja jest nadmierna i dotyczy coraz szerszej grupy ludzi, a przynajmniej nie tylko tych, którzy naprawdę mają do czynienia z ważami i niedźwiedziami, mamy problem jako społeczeństwo.

Nikt nie będzie chciał przecież chronić przyrody, której wszyscy się boją lub się jej brzydzą. Obecnie 55% ludzkości żyje w miastach. Szacuje się, że do 2050 roku będzie to 65%. Jeśli chodzi o Polskę to około 60% Polaków dzisiaj mieszka w miastach. To znaczy, że dla aż 60% z nas udanie się do lasu albo do miejsca gdzie przyroda jest względnie dzika to jest wyprawa, którą trzeba sobie zaplanować, jakieś wyjście samochodem prawdopodobnie dopiero w weekend, bo wtedy będzie czas.

A wypad do lasu konkuruje z licznymi atrakcjami dostępnymi w mieście, takimi jak bawialnie, galerie handlowe, kina, inne atrakcje, a w ostateczności nawet pozostanie w domu. Pomiędzy tym wszystkim spacer wśród drzew tak naprawdę wypada nieszczególnie ekscytująco, ale możesz powiedzieć, że w mieście też jest przyroda, prawda?

Można iść na przykład do parku. Tylko nie wiem czy zwróciłaś uwagę, że w mieście akceptowalna przyroda to jest taka przyroda opanowana, ugładzona. Trawnik musi być skoszony, pies musi być na smyczy, drzewo to najlepiej w donicy albo w takiej kratce pomiędzy betonowymi płytami. Miasto nie przypada za samosiejkami, chwastami.

Opadłymi i gnijącymi liśćmi, a nawet ptakami którym z lubością stawia zasieki z kolców na każdym gzymsie. W efekcie mamy całe pokolenia ludzi żyjących w mieście bez kontaktu z dziką przyrodą. Ja też urodziłam się i wychowałam w mieście, ale jestem z pokolenia które jeździło do tej archetypowej babci na wieś.

Wieś nie była jeszcze wtedy kompletnie zmechanizowana i unowocześniona, więc był tam i koń, i krowa i wiejskie burki, i chodzenie boso po jeżyny. No i wiadomo, za krową ciągnął się zapach gnoju, wiejski burek mógł ugryźć koń mógł kopnąć a oczywiście jeżyny mają kolce. I my jako dzieci uczyliśmy się z tym światem funkcjonować, zachowywać względne bezpieczeństwo no i w efekcie nie baliśmy się go.

Dziś moje pokolenie czyli pokolenie tych brudnych i bosych dzieciaków które biegały po nocy po sadzie lub lesie, wychowuje swoje dzieci w prawie całkowitym oddzieleniu od przyrody. No jasne oczywiście my nie mieszkaliśmy w szałasie nie odganialiśmy kijem szakali, więc to nie była taka dzikość prawdziwa, której doświadczaliśmy, ale nasze dzieci to już w ogóle widzą przyrodę przecież na obrazku, w bajce, ewentualnie w tym miejskim parku gdzie przyroda raczej jest w podlewanej z rurki donicy.

Okazuje się, że my wychowujemy ludzi, którzy nie mają żadnej personalnej więzi z przyrodą, a tacy ludzie, którzy więź z przyrodą stracili, nie będą widzieli powodu, aby ją chronić. Gdy poruszyłam ten temat kilka tygodni temu w newsletterze, usłyszałam od swoich czytelników kilka historii. W tych historiach przewijają się dzieci niewypuszczane na zewnątrz do zabawy… Maluchy którym do wózków montuje się uchwyt na telefon, aby zamiast świata na spacerze oglądały sobie bajki.

Swoją drogą sama widziałam kilka dni temu taki obrazek. W tych historiach przejawia się niechęć do spacerów po zmierzchu, podczas niesprzyjającej pogody, a nawet podczas tej pięknej pogody ale w niedostatecznie zagospodarowanym środowisku. Bo przecież lepiej jest spacerować tam, gdzie szlak jest odpowiednio szeroki i istnieje jakaś infrastruktura Słyszałam historie o dzieciach którym nie wolno się pobrudzić, nie wolno dotykać różnych rzeczy, a nawet nie wolno im się rozebrać gdy jest im za gorąco.

Więc chciałabym zapytać kto z takich dzieci wyrośnie? Czy ich relacja z przyrodą, otaczającym światem będzie dla obu stron zdrowa? No bo to jest bardzo ważne dla ludzi. Możemy czerpać przyrody pozytywne emocje, możemy w niej odpoczywać, możemy brać ten jej pozytywny wpływ na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne, ale musimy się nauczyć w niej przebywać żeby z tego wszystkiego korzystać.

Jednocześnie czy potrafimy o tą przyrodę dbać Ja mam też takie wrażenie że te dobroczynne efekty które daje nam przyroda, te ważne elementy rozwoju młodego człowieka w przyrodzie dostępne za darmo są w mieście we współczesnym wychowaniu zastąpione takimi sztucznymi atrakcjami. No i weźmy na przykład modne zajęcia multisensoryczne, za które trzeba zapłacić pójść do sali i tam dziecko będzie mogło różnych rzeczy podotykać Posłuchać i posprawdzać i niech mi ktoś powie że to nie jest to samo co pobrudzenie się w błocie i dotykanie różnych leśnych artefaktów.

W miastach w parkach mamy na przykład ścieżki sensoryczne budowane za tysiące złotych mimo że można za darmo pójść po prostu pochodzić boso po łące. W placówkach edukacyjnych oczywiście dominują książki karty pracy i w większości z nich raczej dzieci nie mają okazji budować bazę z gałęzi czy podglądać owadów w budującym drewnie.

Słyszałam też święte oburzenie na myśl że można by przedszkolnemu dziecku dać nóż do ręki, aby wystrugało sobie coś z patyka, przecież jest to niebezpieczne. No ale w jaki sposób ma w takim razie rozwijać bezpieczną relację z narzędziami oraz umiejętności motoryczne No i weź jeszcze te wszystkie bezpieczne nawierzchnie z gumy wokół placów zabaw i inne zabiegi, które wykonujemy, aby upadki, przewrotki nie miały najmniejszych nawet konsekwencji.

O tym zjawisku chociaż w realiach amerykańskich pisze Richard Loof w książce Ostatnie dziecko lasu. Jeśli się edukacją przyrodniczą interesujesz to na pewno o tej książce słyszałaś słyszałeś Nie jest to moja ulubiona książka, ale trzeba przyznać że zawiera bardzo dużo dobitnych przykładów związanych z systematycznym ograniczaniem dzieciom możliwości spędzania swobodnej zabawy w przyrodzie Jest to problem zarówno systemowy, czyli związany ze zmieniającymi się przepisami zasadami i normami, ale także problem indywidualnych wyborów poszczególnych rodzin.

Swoją drogą pomyśl, ta książka powstała w 2005 roku. 2005 to jest rok po powstaniu Facebooka ale 5 lat przed powstaniem Instagrama i 11 lat przed powstaniem TikToka. Gdyby była napisana dzisiaj, myślę, że prezentowane w niej dane, procenty dzieci, które nigdy właściwie w przyrodzie się nie bawią, byłyby znacznie większe.

Wracając do głównego tematu tego odcinka. Rozmawiamy o biofobii czyli strachu przed elementami przyrody. Pewnie umiesz wymienić te zwierzęta które są najczęściej przedmiotem takiej fobii. Idę zakład że w pierwszej kolejności na myśl przychodzą pająki, ale gdzieś wysoko na tym podium będą węże, owady, skorpiony pewnie, pierścienice, robaki to już w ogóle.

Są tam również rekiny, a także nietoperze. O nietoperzach trochę wiem. Od ośmiu lat prowadzę o nich zajęcia terenowe. To są zajęcia na których możemy obserwować nietoperze w ich naturalnym środowisku o zmierzchu, podczas żerowania. Podsłuchujemy je też z pomocą detektorów ultradźwięków. Na te zajęcia przychodzą najczęściej rodziny z małymi i średnimi dziećmi.

To całe doświadczenie nauczyło mnie, że nietoperze to chyba jedna z najsłabiej rozumianych i lubianych ssaków w naszym kraju Opinia publiczna traktuje je co najmniej podejrzliwie. Przy okazji pojawiają się też raz na jakiś czas clickbaity w popularnych portalach o wściekliźnie stwierdzonej u nietoperza.

No i podnosi się lokalna panika. Opowiastki o piciu ludzkiej krwi i wkręcaniu się we włosy zdecydowanie nie pomagają. Do pieca dorzuciła też teoria, że to nietoperze są odpowiedzialne za pandemię COVID-19. Z tego co wiem, to organizacje ochrony przyrody odbierają telefony i maile z prośbą o poradę nie jak przyrodę chronić, czy nietoperze chronić tylko jak się ich pozbyć.

Większość tych obaw jest nieuzasadniona i postawy pełne strachu a nawet agresji wobec tych zwierząt Są podyktowane po prostu niewiedzą. Tylko że strach przed nietoperzami nie jest błahostką i nie jest jedynie problemem osoby, która się boi. Te zwierzęta są szalenie pożyteczne i niezbędne w ekosystemach a z różnych stron mają podgórkę.

Nie tylko bezpośrednio w związku z niszczeniem kolonii czy zabijaniem poszczególnych osobników, ale także pośrednio poprzez utratę siedlisk, ogólną utratę bioróżnorodności i pogorszenie stanu środowiska. A przypominam że wszystkie gatunki występujące w Polsce są chronione. Każdy więc pozornie niewinny artykulik na portalu, budzący strach i jesteśmy o krok bliżej do wyeliminowania bardzo ważnych ogniw w ekosystemie.

A przy okazji wytykania mediom i komentującym te artykuły czytelnikom, zauważyłeś, że lubią używać takich zwrotów jak na przykład wilki grasują albo co gorsza drzewo zabiło? To jest język który przypisuje naturze jakiś rodzaj intencjonalnego podstępu, jakiegoś działania, które ma na celu nas przestraszyć skrzywdzić.

Przyroda tam maluje się jako podstępna i złowroga, a przecież język kształtuje rzeczywistość. No i taka biofobia to jest błędne koło. Wyobraź sobie, że masz jakieś negatywne doświadczenia Załóżmy, wielki pająk w dzieciństwie wyskoczył ci za szafę. Poczułeś, poczułaś strach. Tylko że przy każdej okazji ten strach podsycasz Rozmawiasz ze znajomymi na ten temat, czytasz straszące artykuły czy jakieś filmy Tam, gdzie pająki są jadowite, mają przynajmniej 15 cm długości i koniecznie owłosione nogi.

Nigdy oczywiście takich pająków na żywo nie zobaczysz, ale przecież do żywych pająków nie zbliżasz się nawet na 3 metry i w efekcie coraz mniej o nich wiesz i coraz bardziej się boisz Nie masz żadnej własnej relacji z tym elementem środowiska. A w dzieciach łatwo jest wzbudzić takie negatywne skojarzenia.

Zaszczepić strach nie tylko przed tym, co naprawdę niebezpieczne, bo to się rzeczywiście przydaje, warto rozumieć co nam grozi i tego unikać Ale dzieciom łatwo jest też zaszczepić zupełnie niepotrzebny strach przed bardzo naturalnymi skutkami zwyczajnego bycia na świeżym powietrzu. W jaki sposób? Na przykład kiedy nie dopuszczamy do pobrudzenia się, zmoknięcia, zmarznięcia, zagubienia, zranienia, nie wiem, poślizgnięcia na liściach pokłucia pokrzywą, ustrzegamy się przed urządzeniami owadów i stosując odpowiedni rodzaj komunikatu, a także tonu wobec dzieci, dajemy im wrażenie jakby przyroda była miejscem nieprzyjaznym, nieprzewidywalnym, no i w ostateczności nieciekawym Takie dziecko nie będzie chciało się niczego dowiedzieć samo, a nawet jeżeli będzie chciało to będzie miało cały czas z tyłu głowy te wszystkie zagrożenia które im narysowaliśmy, które nie są prawdziwymi zagrożeniami, a przynajmniej mądra obecność dorosłego jest w stanie zniwelować negatywne czy nieprzyjemne skutki tego zmoknięcia, poslizgnięcia czy pokłucia pokrzywą.

Jeżeli dzieci będą się tego wszystkiego bać jako dorośli ludzie nie będą miały motywacji, aby o przyrodę dbać czy ją chronić, ponieważ po co dbać o świat, który jest obcy, nieprzyjazny, nieprzewidywalny i w jakiś sposób wobec nas przebiegły i zły. Zdarza mi się, że po tych moich zajęciach o nietoperzach podchodzi do mnie dziecko albo rodzic i mówi, no wie pani, bałem się tych nietoperzy, ale już się nie boję.

No i wtedy gdzieś tam na moje wirtualne konto wpadają mi punkty za realny wpływ moich wysiłków na ochronę przyrody. Myślę sobie, że przekabaciłam kogoś przeciągnęłam na tą naszą jasną stronę mocy Ale jak się dobrze nad tym zastanowię to myślę, że niewielki to ma wpływ na społeczeństwo I nie tylko dlatego, że Nie przeszkolę całego społeczeństwa, ale dlatego, że na moje zajęcia chodzą chętni.

Są ludzie, którzy na nie przyszli w wolnym czasie. Specjalnie Jeszcze za to zapłacili. Więc wątpię, żeby takie zajęcia przyciągały sceptyków czy ludzi przestraszonych przyrodą. Jak ktoś niedoperzy nie lubi wydają mu się straszne, niebezpieczne. Albo w najlepszym przypadku nieinteresujące, to po prostu na takie zajęcia nie przyjdzie.

Ten człowiek będzie siedział przed ekranem tak, jak siedział, będzie spędzał czas tam, gdzie jest mu bezpiecznie ciepło, nie ma komarów i nic mu się nie wkręci we włosy. Więc ja nie czuję że mam aż tak duży wpływ na zmianę postaw wobec przyrody. Ale jeżeli ty jesteś nauczycielem nauczycielką, to masz dużo więcej mocy Bo przecież do szkoły chodzi każdy.

Chodzi tam ten, co kocha przyrodę i ten, co się jej boi. Ten, co się boi zmarznąć i zmoknąć. Być może możesz mieć wpływ jakiś na to, aby choć trochę sprawić żeby to doświadczenie przebywania na zewnątrz było sympatyczne i wesołe. A jeżeli masz własne dzieci, to zrób sobie teraz taki krótki rachunek sumienia.

Ile razy w ciągu ostatnich powiedzmy, dwóch tygodni byliście w lesie? Jeżeli zaś uczysz dzieci, zapytaj się, jak często w trakcie zajęć szkolnych spędzają one czas na dworze które lekcje regularnie realizowane są na świeżym powietrzu. Modlę się, żeby chociaż był to WF. No i z tym otwartym wątkiem chciałabym Cię zostawić Jeżeli chcesz dorzucić swoje argumenty do tej dyskusji, możemy się spotkać na Facebooku Akademii Zaciekawienia.

Wszystkie zasoby do tego odcinka, czyli materiały źródłowe i dalszą moim zdaniem interesującą lekturę a także transkrypcję tego podcastu znajdziesz na stronie akademiazaciekawienia.pl ukośnik podcast. Zachęcam Cię oczywiście gorąco do subskrypcji newslettera Klub Mądrej Edukacji Przyrodniczej. Tam co wtorek w swojej skrzynce znajdziesz polecajki książek darmowych też materiałów edukacyjnych które znalazłam w internecie oraz zagadnienia do przemyślenia tak jak to, o którym dzisiaj rozmawialiśmy.

Jeżeli zaś podoba Ci się to, co robię w jakiś sposób Cię zainspirowało, dało do myślenia czy zmotywowało do jakiejś zmiany albo choć trochę się po prostu ze mną zgadzasz, możesz rozważyć wsparcie tego podcastu na Patronite. To był pierwszy odcinek Klubu Mądrej Edukacji Przyrodniczej w wersji audio. Mam nadzieję do usłyszenia w kolejnym odcinku.

Chcesz więcej zasobów i ciekawostek o edukacji przyrodniczej?

Dołącz do newslettera Klubu Mądrej Edukacji Przyrodniczej!

Co będziesz z tego mieć?

  • ciekawostki przyrodnicze, z którymi możesz zaimponować w towarzystwie,
  • materiały i inspiracje do przyrodniczej zabawy i nauki z dziećmi (idealne dla rodziców, nauczycieli i edukatorów),
  • dawkę edukacyjnego designu, który dobrze robi w mózg i w serduszko,
  • najnowsze artykuły i treści ode mnie oraz polecajki — wybitne treści wyszperane w internecie

Tutaj jest polityka prywatności.

Czujesz, że chcesz coś dodać?

Chętnie poczytam o Twoich spostrzeżeniach, historiach, będę również wdzięczna za krytyczne uwagi, dodatkowe materiały albo zwykłe przybicie piątki 🙂

Dzięki za bycie częścią tej niesamowitej społeczności!